Ostatecznie dla należycie zorganizowanego umysłu śmierć to tylko początek nowej wielkiej przygody.
plusem tej sytuacji było, że poczułam się niewiarygodnie młoda i musiałam powstrzymać się od wskoczenia na bar i odtańczenia kankana. — Witaj, Gail — przywitał się, po czym przedstawiwszy się, rzucił się, by pocałować mnie w policzek. Zły początek. Czemu, u licha, sądził, że pragnę być obcałowana przez kogoś, kogo na oczy wcześniej nie widziałam? — No, to jesteśmy! — Położył mi rękę na ramieniu. — Co sobie chlapniesz, Gail? Nie, pozwól, że sam zgadnę. Campari z lemoniadą, zgadza się? Czy może marzysz o dżinie z tomkiem? Już ja was znam, dziewczyny — zaśmiał się, nachylając się ku mnie, jakby miał mi właśnie wyznać niezwykle ważny i intrygujący sekret. „Akurat ta dziewczyna marzy właśnie, żeby walnąć cię kostką lodu" — pomyślałam, odsuwając się delikatnie, żeby nie mógł łapać mnie co chwila za rękę. — Poproszę białe wino. Wyszczerzył zęby w uśmiechu i kiwnął znacząco głową, jakby od samego początku wiedział, że należę do tych dziewczyn, co to wolą białe wino. — Półwytrawne? — Wytrawne. Prawdę mówiąc, rzeczywiście wolę półwytrawne, ale nie cierpię ludzi, którzy ledwo mnie poznali, a zachowują się, jakby znali mnie na wylot i stają się zbyt poufali. Z początku nie mogłam sobie uświadomić, co było w nim takiego dziwnego, aż nagle mnie olśniło. Przy całym jego radosnym sposobie bycia i pozornej pewności siebie, w rzeczywistości był bardzo smutny. Nie był nieco przygnębiony. Nie miał chandry. Był pełen smutku. Pod zewnętrznymi pozorami wesołości wyczuwało się głęboką, ziejącą czernią otchłań smutku. Odwróciłam wzrok, zawstydzona, jakbym przez przypadek zobaczyła go nago. A ta wesołość tylko pogarszała spra- 283 wę, czyniła to wszystko jeszcze bardziej rozpaczliwym. Wyda_ wało się, że depresja stanowiła jego prawdziwe powołanie i te. raz, gdy je odnalazł, nie zamierzał już szukać niczego inneg0 czemu mógłby się poświęcić. Jego skóra miała ziemisty, ??] mai szary odcień, jak u kogoś, kto poświęca zbyt wiele godzin na pisanie skarg do rady miejskiej, a stanowczo zbyt mało czasu na granie w piłkę na plaży. Gdy wieczór zbliżał się już ku końcowi, Michael pochyli} się ku mnie. — Wspaniale było cię poznać — wyznał. — Teraz naprawdę czuję, że ból mojego małżeństwa mam już za sobą. Uśmiechnęłam się współczująco i wydałam jeden z tych wymijających pomruków Nata. — Widzisz — dodał roześmiany, jakby miał mi zaraz opowiedzieć dowcip. — Moja żona i ja przestaliśmy uprawiać seks. Nie kochaliśmy się od ponad pięciu lat. — Yhm — przytaknęłam, starając się przybrać współczujący, ale pełen dystansu wygląd mówiący: „Nie waż się znowu dotknąć mojej ręki" i sięgając jednocześnie za siebie po żakiet. Po co mi to mówisz, pomyślałam. Nie chcę o tym wiedzieć. Może wyobrażał sobie, że z litości zrzucę z siebie ciuchy i krzyknę: „Nie możesz obywać się bez seksu ani chwili dłużej. Weź mnie zaraz!" — Cóż — mruknęłam, spoglądając na zegarek. Kwadrans po dziesiątej. — Naprawdę muszę się już zbierać. Rozumiesz, opiekunka do dzieci... Cassie uznała tę historię za cholernie śmieszną. — Założę się, że teraz doceniasz Scotta, co? — Czy to dlatego wrobiłaś mnie w to spotkanie z Michae-lem? — Hej, nie, oczywiście, że nie. Przepraszam. Z tego, co mówił Derek, wydawał się naprawdę miłym gościem. — Był w porządku. Nie mam do ciebie pretensji. Tylko że on był taki smutny. Wszystko w nim było smutne, nawet... 284 posłuchaj, coś ci powiem, miał takie wypucowane buty, rozu- ?-No a co w tym smutnego? To tylko dowodzi, że o sie-bie *?. Zawsze wściekałaś się na Scotta i powtarzałaś, że mogłby trochę zadbać o swój wygląd. ? Zamknij Się na dwie sekundy,'to ci powiem. To było smutna ponieważ widać było, że poświęcił im mnóstwo czasu, a nie tylko szybko przejechał po nich szczotką przed wybieg-meciem z domu, jak my wszyscy. Założę się, że siadł z profesjonalnym zestawem do czyszczenia butów i przeciągał tę czynność jak długo się dało, bo nic innego w jego życiulę nie — Trzeba było pognać z nim do domu i postarać się bzyknąć w niego trochę życia. Wtedy zdjąłby te swoje buty i nie musiałabyś się im przyglądać. — Bardzo ci dziękuję, Cassie, mistrzyni dobrych rad. Czy tobie w ogolę zdarza się udzielić innej rady, niż: wyjdź z domu i daj się przelecieć? sob^Posór^ " ^ PrZeChyIająC *"« we właściwy — Wiem, wiem, myślisz, że straszne ze mnie babsko